Pierwszą rzeczą, o której myśli autor po napisaniu książki, jest znalezienie wydawcy. Co prawda, jeszcze wcześniej obmyśla, na co wyda swoje pierwsze zarobione miliony, ale ponieważ ta kwestia jest raczej efektem nadmiernego entuzjazmu niźli faktem, to pozostańmy przy kwestii wydawcy 🙂

Rzadko który twórca bierze pod uwagę samodzielne wydanie własnej publikacji, co moim zdaniem jest błędem. Sam próbowałem wielu rozwiązań – zarówno samodzielnego wydawania książek, jak i współpracy z wydawcą.

Dziś – właśnie na bazie swoich doświadczeń – chcę podzielić się z Tobą, kiedy i dlaczego warto zostać self-publisherem.

Autor i wydawca a self-publishing

Self-publishing, czyli „samowydawanie”, to praktyka, w ramach której autor książki samodzielnie dokonuje jej wydania – udostępnia wiele jej kopii czytelnikom. By jednak tego dokonać, praca musi przejść cały techniczny i biurokratyczny proces. Self-publishing nie jest wcale nową praktyką – w gruncie rzeczy funkcjonuje od setek lat. Nim wymyślono druk, autorzy samodzielnie spisywali kopie własnego dzieła albo – co częściej – odbywało się to rękoma braci-mnichów.

Gdy upowszechnił się druk, pojawiła się instytucja wydawcy, a wraz z nią, już  w XX wieku spopularyzowały się miękkie oprawy (paperback) i wielkie nakłady. Autorzy nie byli już w stanie koordynować wydawania tak wielu egzemplarzy, dlatego funkcję tę przejęli wydawcy. Do dziś koordynują oni prace drukarskie i dystrybucję oraz promują dany tytuł, najczęściej wpisujący się w  profil tematyczny książek przez nich wydawanych.

Autor natomiast chce stworzyć dzieło (napisać książkę) i pragnie, by dzieło to dotarło do ludzi. Często jednak nie ma ochoty zająć się procesem dystrybucji, a nawet wydawniczym, ponieważ wykracza to poza jego chęci albo możliwości. A przecież wydanie książki to nie tylko jej napisanie.

Wiem, o czym mówię – sam zdecydowałem się na wydanie jednej z moich książek dlatego, że brakowało mi umiejętności marketingowych, by wypromować akurat ten tytuł. Stąd znalazłem wydawcę specjalizującego się w tego typu książkach. Sam jednak z powodzeniem promuję prace kompatybilne z tematyką mojego bloga, którym od kilku lat zarządzam, a który oprócz walorów edukacyjnych służy jako doskonałe narzędzie marketingowe.

Self-publishing wymaga od autora wykonania bądź skoordynowania zleceń: redakcji, korekty, składu, projektu okładki, konwersji, przygotowania do druku, a w końcu też wykonania druku, zmagazynowania kopii, rozesłania ich do klienta przy jednoczesnym zadbaniu o odpowiedni system sprzedażowy. W końcu autor musi także rozliczyć się z urzędem skarbowym, a w przypadku dużej popularności nie można zapomnieć o potrzebie bronienia się przed żądnymi autografów fanami.

Dokładnie te same prace musi wykonać wydawnictwo. Co prawda, osaczenia fanów przeżywać nie będzie, ale bronić się przed żądnymi zwrotów klientami i walczyć z niewypłacalnymi księgarniami – i owszem.

Jeśli więc jest to tyle pracy, dlaczego aż tak wielu autorów decyduje się na samodzielne wydanie książki? Pokażę ci to na swoim przykładzie: dlaczego samodzielnie wydałem ponad 10 tytułów i wciąż to robię, mimo że wymaga to ode mnie tyle wysiłku? 

Dlaczego warto pomyśleć o self-publishingu?

Mówiąc bez ogródek – możesz znacznie więcej zarobić! Pomyśl – na ile możesz liczyć w klasycznym wydawnictwie? Najprawdopodobniej na 5 procent z ceny brutto od każdej sprzedanej kopii i jeszcze każą ci się cieszyć, że wydawnictwo wydaje książkę na własny koszt, a ty nie musisz za to płacić. Lepsze wydawnictwa oferują 8 procent autorowi i same pokrywają koszt wydania. Czasem jest to 13 procent, a autorzy bestsellerowi mogą liczyć nawet na więcej, choć dla nich to mała różnica, bo i tak sprzedają miliony kopii (na zachodzie) lub setki tysięcy (w Polsce).

Tymczasem jeśli samodzielnie wydasz swoje dzieło, możesz liczyć na 50-70% sumy od każdej sprzedanej kopii. Robi wrażenie? Jeśli w dodatku umiesz zadbać o promocję swojego tytułu, możesz zarobić kilka tysięcy złotych każdego roku. A jeśli trochę bardziej się postarasz, sumy te zaczynają pędzić w górę.

Nie twierdzę jednak, że to łatwe. Aby książka się sprzedała, musi być dobra. Jeśli jest kiepska, to nic nie zarobi. W dodatku ludzie muszą o niej wiedzieć. Jeśli się nie dowiedzą, to nikt jej nie kupi. Właśnie wokół dobrej książki i jej świetnego marketingu toczy się self-publishing. Potwierdzą to wszyscy self-publisherzy, włącznie ze mną. Napisałem kilka książek, które w opinii nielicznych czytelników były świetne, ale nie dość zadbałem o ich promocję. Dlatego z perspektywy finansowej były to nieudane książki.

Jeśli więc znasz narzędzia promocyjne, pomyśl o self-publishingu. Nie tylko zarobisz więcej, niż wydając przez wydawnictwo, ale i nie utracisz kontroli nad swoją pracą. Wydawnictwa podpisują z autorem umowy o przeniesienie na nich praw autorskich-majątkowych. Dalej jesteś autorem książki, ale nie możesz już o niej decydować. O tym jeszcze wspomnę w innym artykule. W przypadku self-publishingu zachowujesz wszystkie prawa do tytułu.

Czy jednak znasz się na promocji?

  • Metod promocji jest sporo – płatna reklama, gromadzenie recenzji, marketing szeptany, media społecznościowe i własna strona internetowa, na przykład blog: osobisty lub fachowy (branżowy). Przeczytaj o nich w oddzielnym artykule

Atutami self-publishingu są więc większe zarobki oraz pełnia praw do tytułu. Do tego dochodzi także sam fakt wydania własnej książki, na co nie każdy autor ma szansę. Wydawnictwa są wybredne. Sam prowadzę mikrowydawnictwo i do dziś nie wydałem pracy żadnego innego autora, bowiem wnikliwie sprawdzam tekst pod względem jego walorów merytorycznych. Inne wydawnictwa wcale nie są mniej wybredne – nie wydadzą każdego, a jeśli już się na to zdecydują, to często za dodatkową opłatą.

Self-publishing umożliwia więc zaistnienie na rynku. Tak robi wielu autorów, zwłaszcza za granicą, gdzie samodzielne wydawanie książek jest coraz popularniejsze. Na zachodzie autorzy publikują swoje książki w formie e-booka, a potem oferty od wydawnictw zaczynają same napływać. To faktycznie działa. Self-publishing pozwala zaistnieć wielkiemu talentowi w momencie, kiedy wielki wydawca wciąż w ten talent nie wierzy.

  • Nie mnie oceniać, czy jestem wielkim talentem, ale przez kilka lat, kiedy samodzielnie wydawałem książki, zdobyłem chyba wystarczającą liczbę czytelników, by wydawnictwo zainteresowało się wydaniem kolejnej mojej książki na swój koszt 🙂

Większa ilość pracy i pieniędzy

Samodzielne wydanie książki to jednak zajęcie dla zaciętych autorów. To znacznie większy nakład pracy, kosztów, a często jednego i drugiego. Jak już napisałem, wydanie książki to proces, w którym trzeba brać pod uwagę: redakcję, korektę, grafikę, okładkę, skład, przygotowanie do druku oraz działania marketingowe i kwestie księgowe. Self-publishing jest więc rozwiązaniem dla osób, które umieją robić te rzeczy bądź też są gotowe się ich nauczyć. Ewentualnie jest to rozwiązanie dla osób, które mają pieniądze na ich zlecenie.

Jeśli posiadasz niezbędne umiejętności, to koszt wydania książki jest znikomy. Jeśli zaś za wszelkie działania wokół publikacji chcesz zapłacić wolnym strzelcom (freelancerom), wtedy – optymistycznie zakładając – musisz brać pod uwagę koszt od 1000 do 3000 złotych za wydanie jednej książki. Na przykład za profesjonalną korektę 200-stronicowej książki zapłacisz 1500-3000 złotych. A przecież trzeba zrobić jeszcze redakcję, okładkę, skład i całość wydrukować.

Nawet jeśli nie drukujesz książki, to i tak koszty druku przeniosą się na konwersję pracy do profesjonalnych formatów e-bookowych. Oczywiście, można natrafić na tańszych freelancerów lub na tańsze usługi wydawnicze, więc przy odrobinie szczęścia możesz taniej wydać książkę.

Zasada jest taka – jeśli myślisz, że dobry e-book to zwykły PDF z Worda, to się mylisz.  Zainwestuj w profesjonalistę, bowiem zwykłego PDF-a nikt nie kupi.

Im więcej rzeczy jesteś w stanie zrobić sam, tym mniejsze koszty poniesiesz. Osobiście, wydając e-booki, praktycznie nie ponoszę kosztów wydania, bowiem wszystko (oprócz korekty) wykonuję samodzielnie. Dlatego, że potrafię to zrobić. Każdego więc zachęcam do zdobywania wiedzy i nabywania nowych umiejętności, które pozwolą na częstsze i tańsze wydawanie własnych książek. Jeśli jednak nie umiesz zrobić pewnych rzeczy sam, zleć je. Zainwestuj pieniądze, bowiem marnie wydanej książki nikt nie kupi, nawet jeśli będzie miała zadatki na bestseller..

Działania marketingowe też nie są proste – pracę trzeba promować, popularyzować ją, zdobywać nowe recenzje, samodzielnie organizować reklamę i spotkania autorskie. To wyjątkowo czasochłonne czynności. Self-publisherzy powiadają, iż wydanie książki to 20% pracy. Pozostałe 80%  to jej wypromowanie. W pełni się z tym zgadzam.

Podsumowanie

Plusy self-publishingu:

  1. Większa swoboda działań i pełna kontrola nad własną twórczością – nie tracisz praw do książki, którą napisałeś. Jednak nie chcę tego demonizować, bowiem wiele umów podpisanych z wydawnictwem wygasa po kilku latach. Sam takie umowy podpisałem.
  2. Autor pozostaje indywidualistą. Tego, o czym pisze, nie dyktują mu prawa rynkowe. Jedyne, z kim musi się liczyć, to czytelnicy.
  3. Większe zarobki, jeśli tylko dobrze wypromujesz swoją pracę.
  4. Możliwość wydania swoich prac i niezależność.

Minusy self-publishingu:

  1. Potrzeba zainwestowania sporej sumy pieniędzy na start – chyba że samodzielnie umiesz przygotować profesjonalnego e-booka i nie chcesz wydać wersji drukowanej.
  2. Więcej pracy – bo tak czy siak trzeba albo samodzielnie wydać pracę, albo skoordynować zlecenia dla freelancerów, a potem zająć się marketingiem.
  3. Potrzeba permanentnego wznawiania działań marketingowych, choć może to być także przyjemnością, jeśli ktoś uwielbia tematykę, w której się obraca.

Self-publishing jest przeznaczony dla osób, które są gotowe samodzielnie i ciężko pracować, by wydać swoje dzieło, oraz nie boją się promować swojej pracy poprzez edukowanie czytelników w ramach darmowego bloga czy aktywności na serwisach społecznościowych. Self-publisherzy muszą bowiem wykazać się pewną dozą zamiłowania do bycia przedsiębiorcą, lubić uczyć się nowych rzeczy, być kreatywnymi i pełnymi pomysłów.